Back to all Post

Samochód jako znak czasu.

Muzeum w którym widać w ramach obrazy samochodów. A na obrazy patrzy grupa osób.

Samochód jako znak czasu. Jak auto stało się częścią kultury i sposobem wyrażania siebie?

Mało który przedmiot osiągnął dziś skalę obecności porównywalną z autem. Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, że w roku 2024 klienci na świecie kupili niemal 80 milionów samochodów. W roku 2025 auta z napędem elektrycznym miały przekroczyć poziom 20 milionów sprzedanych egzemplarzy, a więc odpowiadać za ponad 25% rynku. Polskie rejestry zawierały 597,4 tysiąca nowych samochodów osobowych; pojawił się w nich także pierwszy wpis dla 857,6 tysiąca pojazdów z drugiej ręki, sprowadzonych zza granicy. Ta powszechność sprawia, że coraz ciekawsze staje się pytanie o powód, dla którego od dawna nie kupujemy samochodu wyłącznie dla praktycznej funkcji.

Dzisiejsze auto ma nie tylko poruszać się po drodze. Ma również budować wrażenie wyglądem, przyciągać spojrzenia oraz mówić coś o stylu życia właściciela. Narodziny motoryzacji miały odmienny charakter – w pierwszych pojazdach z silnikami spalinowymi prym wiodła technika, a kwestie wizualne schodziły na margines. Z upływem lat producenci i projektanci dostrzegli, że samochód może przekroczyć rolę środka transportu: zyskać rangę rzeźbiarskiej formy na kołach, świadectwa epoki oraz narzędzia osobistej ekspresji.

Nim samochód zaczął przyciągać wzrok

U swoich początków automobil nie wypracował jeszcze odrębnego sposobu przemawiania kształtem. Na przełomie XIX i XX wieku pierwsze samochody nazywano nierzadko „pojazdami bez koni”, ponieważ nowa forma przemieszczania się przez długi czas korzystała z rozwiązań znanych z transportu zaprzęgowego i dopiero budowała własny charakter. Najstarsze modele odsłaniały mechanikę, oferowały skromną wygodę i podporządkowywały wygląd czysto praktycznym zadaniom. Estetyka pozostawała z boku – najważniejsze okazywało się samo sprawne poruszanie maszyny.

Ten oszczędny, techniczny rys utrzymywał się jeszcze przez wiele lat. Wyrazistym znakiem tamtego etapu stał się Ford Model T z 1908 roku, który pomógł wprowadzić samochód do masowego użytku, a równocześnie umocnił jego surową, niemal całkowicie pozbawioną dekoracji sylwetkę. Auto coraz śmielej zajmowało miejsce w życiu codziennym, lecz nadal trudno postrzegać je jako niezależny przedmiot zaprojektowany z myślą o wrażeniu wizualnym.

Art Deco – auto wchodzi w orbitę elegancji

Lata 20. pokazały producentom i projektantom, że forma samochodu potrafi działać na wyobraźnię odbiorców równie silnie jak osiągi oraz rozwiązania techniczne. Pełny wyraz tej zmianie nadała dopiero estetyka Art Deco. Jej nazwa pochodzi od paryskiej Międzynarodowej Wystawy Sztuki Dekoracyjnej i Wzornictwa z 1925 roku. Nurt ten porzucił secesyjną miękkość, a zamiast niej postawił na geometrię, symetrię, blask, luksus oraz nowoczesny charakter. W świecie motoryzacji oznaczało to większą obecność chromu, emalii, szlachetnych materiałów, staranniej wyważonych proporcji i dopracowanych detali. Auto zaczęło coraz wyraźniej przenikać do obszaru mody, architektury oraz sztuki użytkowej.

Z czasem ten sposób myślenia przesunął się ku Streamline Moderne, czyli estetyce zafascynowanej opływem, szybkością i linią przypominającą kroplę wody. Nadwozia obniżały się, szyby otrzymywały mocniejsze pochylenie, a błotniki coraz łagodniej przechodziły w bryłę karoserii. Pojazd sprawiał wrażenie gotowego do jazdy nawet podczas postoju. Relacja między motoryzacją a architekturą nie przebiegała jednostronnie. Nowojorski Chrysler Building z 1930 roku sięgnął po ornamenty inspirowane między innymi korkami chłodnic oraz dekoracjami masek samochodów Chryslera.

Bugatti Atlantic – samochód streszczający legendę

Wśród aut, w których motoryzacja spotyka się z plastyką formy, Bugatti Type 57SC Atlantic, zaprezentowany w połowie lat 30., zajmuje osobne miejsce. Od dekad przyciąga uwagę proporcjami oraz sposobem, w jaki łączy kunszt warsztatowy, śmiałość rysunku i precyzyjną myśl techniczną. Jean Bugatti dorastał w rodzinie bliskiej sztuce, dlatego w projekcie pogodził artystyczną intuicję z inżynierską dyscypliną. Atlantic wyrósł na bazie prototypu Aérolithe, lecz zyskał własny charakter: wydłużony przód, kabinę nisko nad drogą i tylną część łagodnie opadającą ku końcowi nadwozia. Do dziś znawcy umieszczają go wśród najpiękniejszych maszyn motoryzacji.

Znak rozpoznawczy modelu stanowi wyniesiona, nitowana listwa ciągnąca się przez oś karoserii. W Aérolithe narzuciła ją specyfika materiału, natomiast w aucie seryjnym Jean Bugatti zostawił ten element świadomie, jako akcent kompozycyjny. Właśnie tutaj najmocniej widać sens opowieści o Atlantic – technika najpierw narzuca formę, a projektant zmienia ją w gest o silnym wyrazie plastycznym. Powstały jedynie cztery sztuki tego modelu, a trzy istnieją nadal.

Samochód jako zwierciadło epoki

Kształt auta potrafi niezwykle wyraźnie opowiadać o czasie, w którym powstało. W latach 30. nurt streamline, oparty na gładkich, opływowych liniach, wykraczał poza samą troskę o aerodynamikę – dawał także obraz porządku, płynnego ruchu i wiary w postęp mimo ciężaru Wielkiego Kryzysu. Po wojnie Stany Zjednoczone lat 50. rozwinęły te pragnienia w innym kierunku. Karoserie pokrył chrom, pojawiły się płetwy, a projektanci sięgali po język samolotów odrzutowych, następnie również po motywy rodem z wyobrażeń o erze kosmicznej. Samochód wyrażał wówczas zaufanie do techniki, apetyt na skalę i przekonanie, że przyszłość należy do śmiałych wizji.

Silny zwrot nastąpił w latach 70. Embargo OPEC z 1973 roku i wywołany nim kryzys naftowy, razem z ostrzejszymi regulacjami dotyczącymi emisji oraz bezpieczeństwa, przeobraziły stylistykę aut. Pojazdy zmniejszyły rozmiary, zużywały mniej paliwa i przyjęły bardziej kanciaste proporcje. Dawny chromowany przepych przegrał z oszczędnością, rezerwą i kalkulacją wydatków. Z tego powodu samochód świetnie sprawdza się jako zapis epoki – odsłania nie tylko ówczesne upodobania, lecz także obawy, aspiracje oraz sposób wyobrażania sobie przyszłych dekad.

Jak polscy projektanci wybiegali myślą poza własne czasy?

W Polsce również powstawały samochodowe koncepcje skierowane ku przyszłości, choć warunki polityczne i gospodarcze często zamykały im drogę do seryjnej produkcji oraz codziennej obecności na ulicach. W 1960 roku Cezary Nawrot stworzył Syrenę Sport – niskie, lekkie wizualnie auto z nadwoziem z włókna szklanego, silnie nawiązujące do włoskiej szkoły stylizacji. Model ten dowodził, że nad Wisłą projektanci patrzyli na samochód nie wyłącznie przez pryzmat praktycznego transportu, lecz także przez wyobraźnię i ambicję estetyczną. Po kilku latach zaprezentowano prototyp Syreny 110, której zwarte, trzydrzwiowe nadwozie zaprojektował Zbigniew Rzepecki. Jej proporcje i układ nadwozia wyraźnie wychodziły poza standardy epoki, w której na szosach wciąż przeważały tradycyjne sedany.

Znaczące miejsce w tej historii zajmuje także FSO Polonez z 1978 roku. Ostra, kanciasta linia nadwozia odpowiadała zmianie upodobań – od łagodnych krzywizn ku bardziej zdecydowanej geometrii – a włoskie pochodzenie projektu przypominało, że polska myśl stylistyczna pozostawała częścią szerszego europejskiego obiegu. Najśmielej ku przyszłości zwrócił się jednak FSM Beskid 106, opracowywany w ośrodku badawczo-rozwojowym FSM pod kierownictwem Wiesława Wiatraka, ze stylistyką nadwozia przygotowaną przez Krzysztofa Meissnera. Aerodynamiczna, jednobryłowa konstrukcja miała ograniczać opór powietrza oraz zużycie paliwa, a dziś nadal budzi skojarzenia z późniejszym Renault Twingo. Także w Polsce kreślono więc wizje motoryzacyjnego jutra – nawet jeśli nazbyt często kończyły się one na etapie prototypu.

Psychologia motoryzacji. Skąd zachwyt nad krągłościami i fascynacja ostrymi liniami?

Dzieje stylistyki aut nie wynikają wyłącznie z trendów, postępu technicznego ani przesunięć w upodobaniach kierowców. Duże znaczenie ma również nasza reakcja na formę nadwozia. Zaokrąglenia wielu osobom przywodzą na myśl spokój, łagodność, porządek i poczucie bezpieczeństwa. Kanciaste linie budzą odmienne skojarzenia – napięcie, siłę, szybkość oraz gotowość do ruchu. Styliści samochodowi świetnie wyczuwają ten mechanizm. Z tego powodu luksusowe auta oraz limuzyny częściej otrzymują miękkie, płynnie poprowadzone sylwetki, natomiast samochody sportowe chętniej eksponują ostre przełamania, zdecydowane krawędzie i mocne cięcia. Dzięki nim wyglądają agresywniej, bardziej bojowo i wyraźniej komunikują temperament.

Na decyzje odbiorców oddziałuje także przyjemność płynąca z balansu między świeżością a znajomością formy. Kiedy jeden sposób projektowania przez długi czas dominuje na rynku, po pewnym okresie zaczyna męczyć wzrok i traci siłę oddziaływania. Podobny proces można było zauważyć w stylistyce lat 90., zdominowanej przez miękkie, obłe nadwozia. Z biegiem czasu ich łagodny charakter zaczął sprawiać wrażenie nadmiernie przewidywalnego, dlatego projektanci ponownie sięgnęli po geometrię. Auto nie funkcjonuje więc jedynie jako rzecz służąca do jazdy. Działa też niczym wizualny impuls, który potrafi niemal odruchowo przyciągnąć uwagę albo wzbudzić niechęć.

Dzisiejsze auta – prostota, gra światłem i poszukiwanie wyrazistości

Rozwój elektromobilności otworzył przed stylistami motoryzacji etap zmian porównywalny z przełomem, po którym auto przestało przypominać dawny powóz. W pojazdach elektrycznych tworzonych od pierwszej kreski pod nową technikę zniknął duży silnik spalinowy, a wraz z nim spadła potrzeba stosowania rozległych, agresywnie otwartych wlotów powietrza. To przełożyło się na inne proporcje karoserii – rozstaw osi urósł, zwisy stały się krótsze, natomiast kabina powędrowała bliżej przedniej części nadwozia. W tym samym czasie LED, a w niektórych konstrukcjach również OLED, dały projektantom zupełnie odmienne narzędzie ekspresji. Masywne lampy ustąpiły miejsca smukłym, liniowym podpisom świetlnym, nadającym autom oszczędniejszy, bardziej cyfrowy wygląd.

W tej przemianie kryje się jednak sprzeczność. Im silniej stylistyka auta wynika z aerodynamiki, efektywności oraz przepisów, tym łatwiej kolejne modele upodabniają się do gładkich brył wypolerowanych przez tunel aerodynamiczny. Dlatego coraz wyraźniej wraca głód charakteru i mocniejszego znaku rozpoznawczego. Potwierdza to rosnące zainteresowanie retrofuturyzmem – formami kanciastymi, geometrycznymi, niekiedy bliskimi wizjom znanym z estetyki science fiction. Tesla Cybertruck oraz koncepcyjny Hyundai Grandeur Heritage Series EV pokazują, że nawet w czasach stylistycznej powściągliwości kierowcy i projektanci nadal szukają w samochodzie czegoś więcej niż technicznej poprawności.

Na znaczeniu zyskują również felgi. W rzeczywistości, w której wiele sylwetek aut podporządkowuje się zbliżonym wymogom technicznym, właśnie koła potrafią nadać pojazdowi osobny rys. Znaczenie ma już nie tylko rysunek ramion czy rodzaj wykończenia, lecz także technologia produkcji. Sklepy motoryzacyjne – między innymi ladnefelgi.pl – proponują dziś szeroką gamę felg różniących się stylem oraz parametrami. Część kierowców wybiera felgi Flow Forming nie wyłącznie ze względu na wygląd. Przyciąga ich także fakt, że estetyka łączy się tu z nowoczesną metodą wytwarzania.

Opowieść o naszych dążeniach

Auto przeszło przemianę. Od maszyny przypominającej powóz bez koni doszło do roli obiektu, w którym epoki rozpoznawały smak, wizje jutra i prywatne ambicje. Raz podkreślało pozycję społeczną, innym razem niosło wiarę w postęp, odpowiadało na kryzysy albo pozwalało pokazać charakter właściciela. Silniki, technika i tworzywa stale się zmieniały. Trwało jednak jedno pragnienie: kierowcy oczekiwali od auta opowieści o świecie oraz o nich samych. Dzieje samochodowego designu odsłaniają nasze marzenia, obawy i obrazy przyszłości.

Źródła:

 

Autor: Julia Kamińska

Artykuł powstał we współpracy z partnerem serwisu.

 

Wadowickie Centrum Kultury © 2023. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Polityka prywatności 

Deklaracja dostępności serwisu wck.wadowice.pl

Wadowickie Środowisko Artystyczne 2020

Dziękujemy za przesłane zgłoszenie.

Po jego sprawdzeniu skontaktujemy się z Państwem