Powrót do aktualności

Nowe życie w starych fotografiach-część 4

Na zdjęciu widoczny budynek w stylu dworkowym, otoczony drzewami. Przed budynkiem rozpościera się sporej wielkości trawnik. Budynek wybudowany na lekkim wzniesieniu.

W kolejnej odsłonie cyklu „Nowe życie w starych fotografiach” prezentujemy kolorowane przez Krzysztofa Sarapatę zdjęcie dworku „Mikołaj” z końca XIX wieku. Wykonujący je fotograf ustawił swój aparat przy nasypie nieistniejącej już dzisiaj linii kolejowej łączącej Wadowice ze Skawcami. Na kominie, należącego wówczas do rodziny Krobickich dworu wprawne oko dostrzeże gniazdo bocianie z dumnym jego skrzydlatym gospodarzem.

Klasycystyczny budynek, podobnie jak i cały dawny przysiółek miasta, zawdzięcza swoją nazwę Mikołajowi Komorowskiemu, który na początku XVII wieku wybudował tutaj pierwszy, niewielki drewniany dwór. Mikołaj, pieczętujący się herbem Korczak, był ostatnim z rodu dziedzicem Państwa Żywieckiego, rozległego latyfundium, którym Komorowscy władali od czasów Kazimierza Jagiellończyka. Szlachcic, który w różnych okresach swego życia dzierżył w ręku wójtostwo wadowskie oraz starostwa: barwałdzkie, oświęcimskie, nowotarskie i lipnickie był wyjątkowym awanturnikiem, utracjuszem i hulaką. W konflikcie z Mikołajem Zebrzydowskim posunął się nawet do groźby zburzenia kaplic kalwaryjskich. Wiecznie zadłużony zastawiał majątki ziemskie i kościelne precjoza. Bił też fałszywą monetę i za ten proceder został pozwany przed Trybunał Koronny, którego wyrokiem osadzono go w więzieniu. Zbiegł jednak podstępnie a swoich mincerzy, świadków przestępstwa, kazał zabić… W niewyjaśnionych okolicznościach umierali także duchowni, którzy odważyli się upominać butnego szlachcica. W 1624 roku, w zamian za zastawione królowej Konstancji Habsburżance dobra żywieckie, Mikołaj Komorowski otrzymał dożywotnio starostwo nowotarskie. Jego rządy na Podhalu, gdzie dopuszczał się więzienia i torturowania chłopów, zakończyły się powstaniem, do stłumienia którego w maju 1631 roku starosta musiał wezwać na pomoc wojsko. Opór podhalańskich chłopów trwał do jego śmierci a górale stanowczo stwierdzili, że: (…) pana starosty za pana mieć nie chcemy i wolemy się wszyscy dać pozabijać, niżeli go za pana mieć i do starostwa go nie puściemy, bo już nie wierzymy temu szalbierzowi (cytat za: T. Graff, Uposażenie altarii św. Anny przy kościele farnym w Wadowicach w świetle fundacji Mikołaja Komorowskiego z 1621 r., s. 97). Komorowski był jednocześnie dobroczyńcą wadowickiego kościoła, który ufundował – chcący Duszy (…)  pomóc i zasługę przed Bogiem uczynić – dom z ogrodem dla altarysty ołtarza św. Anny przy wadowickiej farze. Pod koniec życia Mikołaj osiadł w dworku wybudowanym na gruntach zakupionych od mieszczan obok wójtostwa.

Tegoż roku 1633 dnia wtórego [drugiego – MW] października J. M. pan Mikołaj Komorowski, hrabia liptowski i orawski etc., a pan niegdy dziedziczny Żywca we dworku wsi nazwanej Mikołaj u Wadowic (gdyż on wojtostwo wadowskie trzymał) mizernie, lecz pobożnie umarł (…). A tego w Suchej w kościele ojców kanoników regularnych J. M. pan Piotr Komorowski, starosta oświęcimski, a brat jego rodzony chwalebnie i [z] żałością pogrzebł i na czarnym marmurze blisko ambony nagrobek albo epitaphium takie jemu dał napisać złotemi literami (…)

(Andrzeja Komonieckiego Dziejopis Żywiecki, s. 184)

Po śmierci Mikołaja właścicielem dworu i wójtostwa wadowskiego został jego syn Krzysztof, zmarły tragicznie w 1647 roku ostatni z rodu Komorowskich starosta barwałdzki. Wdowa po nim, Marcjanna z Przyłęckich, wyszła powtórnie za mąż za Hieronima Wierzbowskiego, kasztelana sieradzkiego, który, po jej śmierci w 1653 roku, przejął wszystkie dobra – w tym niegrodowe starostwo barwałdzkie i wójtostwo „Mikołaj”. Po śmierci Hieronima spadek przeszedł na jego drugą żonę, Katarzynę Ginwił Piotrowską. W roku 1721 wójtostwo wraz z dworem wykupili Piotr i Barbara Szembekowie. Ich wnuk Franciszek Ksawery Branicki, hetman wielki koronny, jeden z twórców konfederacji targowickiej, odsprzedał prawa do „Mikołaja” Damianowi Biberstein-Starowieyskiemu. Kolejnym dziedzicem „Mikołaja” był Jan Biberstein-Starowieyski, syn Damiana, który na początku lat 80. XVIII wieku posiadał rozległy majątek, na który składało się siedemnaście wsi i dziewięć folwarków.

W 1813 roku „Mikołaj”, Jaroszowice i Gorzeń Górny zakupił od Starowieyskiego Jan Fischer, budowniczy obecnego, murowanego dworu. Około 1859 roku właścicielem dóbr mikołajskich był Maciej Fischer. O jego rodzinie i zwyczajach panujących w dworze Mikołaj Aleksander Wybranowski, badacz życia szlachty z ziemi wadowickiej rodem z Kossowej, pisał tak:

Ładna wioska Mikołaj, pod samemi Wadowicami położona, państwa Maciejów Fiszerów słynęła w okolicy miłem przyjęciem gościnnych gospodarswa. Pani Fiszerowa, umiejąca się podobać, miała roje młodzieży zawsze koło siebie. Każdy młody człowiek przechodził w tym domu jakby szkołę wyzwolenia. Jak za czasów Bolesławów, król w łaźni pasował na rycerza młodzieńca, tak w Mikołaju kochający się w pani młodzieniec był pasowany na skończonego kawalera, bo musiał przejść nie tylko gorączkę miłości, ale odbyć służbę wielbiciela, to jest: dobrze jeździć na koniu z panią i dużo czytać, bo pani o książkach lubiła dysputy prowadzić, gdyż sama wiele czytała i sąd miała wytrawny. Wszystko to dla młodzieży było korzystne; uczono się w salonie dobrych i wytwornych manier, a rozmowa o literaturze swojej i francuskiej młodzież kształciła. Nie byli wolni od szarmauteryi i żonkosie, bo było to modą bywać w Mikołaju i mile być widzianym od pani…

(M. A. Wybranowski, Ongi w dworach i dworkach szlacheckich, s. 81)

W latach 60. XIX wieku dziedzicem „Mikołaja” i właścicielem (posesjonatem) Jaroszowic był Jan Franciszek Fischer, mąż Józefy Fischer-Brandysowej, fundator kapliczki na gorzeńskim „Dzwonku”. W sporządzonym przez niego testamencie prawo do majątku otrzymała Lucyna z Fischerów Krobicka i jej mąż Henryk Krobicki, adwokat krajowy, wadowicki radny, wiceprezes Rady Powiatowej w Wadowicach i zastępca burmistrza miasta. Około 1912 roku, po śmierci małżeństwa, majątek podzielono – Józefa Krobicka odziedziczyła dwór w Jaroszowicach, który następnie wydzierżawiła jaroszowickim gospodarzom, z kolei Jan Krobicki otrzymał Gorzeń Dolny i „Mikołaj”. W jego rękach dwór pozostał aż do momentu wywłaszczenia w 1947 roku, kiedy budynek dworski i zabudowania folwarczne przejęło państwo.

Klasycystyczny dwór został wzniesiony na planie prostokąta, z aneksem i kwadratową dobudówką od strony zachodniej, stanowiącą jego zaplecze gospodarcze. Reprezentacyjna część budynku ozdobiona jest czterokolumnowym portykiem z toskańskimi głowicami, wspierającymi balkon trójosiowej facjaty wzniesionej nad centralną częścią dworu, zwieńczonej klasycznym tympanonem. Elewacja jest bogato zdobiona lizenami i gzymsami, z dbałością dopracowano otwory okienne, ujęte półkolistymi opaskami połączonymi z ozdobnie profilowanymi archiwoltami wspartymi na lizenkach i pilastrach z poziomym, delikatnym belkowaniem (A. Kadłuczka, Architektura i budownictwo Wadowic, s. 78-79). Elewację boczną od strony wschodniej zdobi dodatkowo umieszczona w niszy figura Matki Boskiej, którą w 1925 roku wyrzeźbił wadowicki artysta Józef Jura.

W czasach świetności dworu jego goście wysiadali z dorożki a później samochodu na, nieistniejącym już dzisiaj, widocznym na kolorowanej fotografii, reprezentacyjnym podjeździe, tzw. cour d’honneur (dziedzińcu honorowym). Gospodarz prowadził ich następnie do salonu z czterema narożnymi niszami, kolumnadą, ozdobnym belkowaniem i plafonem. Zdobienia te można oglądać do dzisiaj – na belkowaniu wymalowano orły, między którymi znajduje się ornament z wici roślinnych połączonych z wychylającymi się z kielichów głowami kóz i baranów, z kolei sufit zdobią zbiegające się koncentrycznie kasetony z rozetami.

Historia „Mikołaja” i jego kolejnych właścicieli skłania do zadania pytania czym tak naprawdę był XIX-wieczny dwór? Tylko mieszkaniem czy także „stylem życia”? I na ile „Mikołaj” spełniał przyjęte kanony?

W wydanym ponad sto lat temu w Warszawie słowniku autorstwa Zygmunta Glogera Budownictwo drzewne i wyroby z drzewa w dawnej Polsce pod hasłem „dwory” możemy przeczytać:

Dwór (…) przy dobrem gospodarstwie domowem obfitował w zasoby tak dostatnie, że oprócz przypraw korzennych, mógł się obejść i cały miesiąc bez wysyłki do miasta, gdyż miód zastępował cukier a mleko, piwo i miód pitny zastępowały późniejszą herbatę, kawę i napoje. Zamiłowanie do życia ziemiańskiego było powszechne. Dogmatem było u dawnej szlachty polskiej, nie puszczać gniazda swego w obce ręce. Stąd też po 300 i 400 lat dwory takie bywały w posiadaniu jednej rodziny przechodząc z ojca na syna „po mieczu”, a gdy męskiego plemienia zabrakło, to „po kądzieli”. Dwór taki rodzina ziemiańska uważała za swoją świątynię.

(Z. Gloger, Budownictwo drzewne i wyroby z drzewa w dawnej Polsce, s. 271)

Dwór był nie tylko rezydencją rodu, jego „świątynią”, ale, jak pisał dalej Gloger, „stolicą gospodarstwa”:

Istnienie dworu szlacheckiego związane jest z posiadaniem wsi i folwarków; tu jest stolica gospodarstwa, a więc i potrzebne zabudowania tuż obok niego  mieścić się muszą. Sprawa budownictwa dworów szlacheckich wiąże się z utworzeniem w Polsce gospodarstw folwarcznych. Drobne gospodarstwo obchodzić się może mieszkaniem nie wiele wykwintniejszem od chałupy chłopskiej.

(Z. Gloger, Budownictwo drzewne i wyroby z drzewa w dawnej Polsce, s. 279)

Śladem zabudowań gospodarczych dworu jest znajdujący się na południowy-zachód od niego późnoklasycystyczny spichlerz z pomieszczeniami dawnej wozowni, stajni i chlewni.  Budynek, co podkreśla Andrzej Kadłuczka, reprezentuje podobny lub nawet ten sam warsztat architektoniczno-budowlany co sam „Mikołaj”.

Budownictwo rezydencjonalne rządziło się też pewnymi przyjętymi kanonami. Jak już w wieku XVI pisał w Krótkiej nauce budowniczej dworów, pałaców, zamków, podług nieba o zwyczaju polskiego Andrzej Opaliński (…) budowniczej zabawy nie tylko dla wygody prywatnej, dla smaku, ukontentowania i wczasu własnego (lubo to najpierwsza) ale i dla ozdoby Ojczyzny swej; która wiela przymiotów równa, albo lepsza nad inne kraje, tą samą tylko pięknych budynków ozdobą, przewyższona, podlejszą jest naprzeciwko Państwom cudzoziemskim (Z. Gloger, Budownictwo drzewne i wyroby z drzewa w dawnej Polsce, s. 278). Dotyczyło to między innymi orientacji budowli.

Mądrym zwyczajem staropolskim przestrzegano, aby dwór był budowany „na jedenastą godzinę”, to jest, aby  jego czoło czyli fasada  frontowa miała pełne  słońce w tej porze dnia, kiedy ono nie dobiega jeszcze samego południa. Tym sposobem wszystkie strony domu miały słońce o pewnej porze dnia, podczas gdy dwory z czołem na  pełne południe, nie mogły go  mieć w tylnych, ku czystej północy zwróconych pokojach.

(W. Łoziński, Życie polskie w dawnych wiekach, s. 40)

Usytuowanie „Mikołaja” świadczy jednak przeciwko przytoczonej przez Łozińskiego zasadzie – fasada dworu zwrócona jest bowiem w kierunku północno-wschodnim. Jednocześnie na południowy-zachód, na dworski ogród wychodziły okna salonu co powodowało, że wpadało do niego dużo światła dziennego.

Sam rozkład pokojów mieszkalnych bywał różny z lustracyi i inwentarzy nie da się wywnioskować jakaś stała norma lub złożyć jakiś typ przeciętny; nie było go  też za-pewne; tyle wszakże da się powiedzieć, że niemal powszechną regułą był podział domostwa na dwie równe połowy, podzielone sienią bardzo obszerną. Do sieni wchodziło się z ganku, o którym wiemy, że  bywał „balasisty”, sama  zaś sień rozmiarami swemi i przeznaczeniem uchodziła prawie tak samo  za pryncypalną domu jak sala stołowa. Czem w zamkach  zawartych był dziedziniec, służący za  punkt zborny, za  majdan, tem w dworze szlacheckim była sień. Tu odbywały się sąsiedzkie sejmiki, tu gromadziła się czeladź w razie alarmu, tu gotowała się wyprawa łowiecka lub zajazdowa, tu wreszcie na sianie spali pokotem goście w czasie wesel, festynów, pogrzebów. Ściany sieni służyły do wieszania broni i sieci myśliwskich, a ogrzewał ją zazwyczaj olbrzymi komin murowany.

Z sieni prowadziły drzwi w trzech kierunkach: naprzeciw wejścia głównego do ogrodu, sadu  czy też wirydarza, na prawo i na  lewo do pokojów. Jedna ze  stron czyli połowic domu była pańską, druga w przeważnej części czeladnią. Po  stronie pańskiej najobszerniejszą i najgłówniejszą była izba stołowa, po niej szła świetlica, nazwana  później bawialnią, a jeszcze później salonem; podrzędniejsze już i czysto poufne znaczenie miały salki, izby, komnaty, pokoje, alkierze, przyboki, komory.

(W. Łoziński, Życie polskie w dawnych wiekach, s. 40)

Kazimierz Wójcicki opisując staropolskie dwory ziemiańskie w pierwszej połowie XIX w. powiada, że:

(…) w domach takich z sieni obszernej zwykle prowadziło dwoje drzwi do bocznych pokojów. Na lewo wchodziło się do tak zwanej kancelaryi i obszernej izby. Tu przy drzwiach wisiała ampułka z wodą święconą, a na sarnich rogach, klucze od spichrza, wozowni, lamusa, piwnic i t.p. Tuż szafka otwarta z półkami, służącemi do zachowania rachunków gospodarskich rozmaitego rodzaju, przy oknie kantorek lub stół pana dworu. Na nim, oprócz przyborów piśmiennych pierwsze miejsce zajmował kalendarz, nieodstępny jego towarzysz, a dalej, księgi ekonomiczne.

(Z. Gloger, Budownictwo drzewne i wyroby z drzewa w dawnej Polsce, s. 268)

Przedstawiony wcześniej układ wewnętrzny wadowickiego dworku „Mikołaj” nawiązuje do powyższego opisu. Miejscem centralnym jest eliptyczny salon, który przed przebudową mógł być obszerną sienią, z której wchodziło się do pokoi i do ogrodu usytuowanego od strony południowej.

Wspominany już Mikołaj Aleksander Wybranowski z Kossowej koło Brzeźnicy, z racji szlacheckiego pochodzenia, był uczestnikiem życia polskiego ziemiaństwa w drugiej połowie wieku XIX i na początku wieku XX. Odwiedzał dwory nie tylko w Galicji ale również na Rusi spisując swoje obserwacje. Przy okazji historii „Mikołaja” warto przytoczyć kilka opisów sporządzonych przez Wybranowskiego a dotyczących architektury i obyczajów, które za jego życia ulegały dynamicznym przemianom:

Takie dworki małe miały swój oddzielny styl. Sień dzieliła je na dwie równe połowy, z dwiema stancyami po bokach: w jednej jednak częściej mieściła się kuchnia lub spiżarnia. Z frontu był mały ganeczek, a na przeciwnej stronie była długa galerya pod dachem lub odkryta, a jeśli tej nie było, to cały domek otaczał wokoło parkanik lub szlachecki, zwane balaskami. (…) Przy większych dworkach kuchnia była w osobnym budynku, na ten cel umyślnie przeznaczonym. W środku mieściła się duża czeladnia kuchnia z ogniskiem, tak zwanym trójnogu. Na lewo była kuchnia pańska – piec piekarniany, szafa na naczynia i stół dla kucharza. (…) Podobnie poddasze, jak kuchnia, miał także często i śpichlerz, który stał na tym samem podwórzu. (…) Przy braku osobnych pokojów gościnnych na początku tego stulecia w ówczesnych dworach, w razie potrzeby wnoszono najczęściej do jadalnianej Sali łóżka składane, które, kiedy się rozłożyły, zapinane były na haczyki i na nie kładł się skórzany materac.

(M.A. Wybranowski, Ongi w dworach i dworkach szlacheckich, s. 48-54)

Otoczenia polskich dworów zaczęło się dynamicznie zmieniać od lat 20. XIX wieku, kiedy pojawiła się moda na ogrody w stylu angielskim. Prowadzona przez Jana Fischera budowa murowanego dworu „Mikołaj” przypuszczalnie wpłynęła również na wygląd otoczenia. W trudnym okresie zaborów utrzymanie ziemi i dworu w jak najlepszym stanie było wyrazem patriotycznego obowiązku. Właściciele starali się naśladować ówcześnie panującą modę i wprowadzali elementy angielskich założeń ogrodowych do swoich posiadłości, oczywiście dostosowując je do panującego klimatu i warunków przyrodniczych, nawiązując także do polskiej tradycji i historii. Trudno porównywać osiągane efekty z rozmachem angielskich założeń  przy bogatych pałacach, mimo to choć w części starano się podążać za ówczesną modą nakazującą odejście od geometrycznych form w stronę naturalnego krajobrazu. Te wszystkie zmiany budziły kontrowersje, z początkiem wieku XX tak o nich pisał Wybranowski:

Nowi ludzie zaczęli murować coraz nowe dwory, a jeśli się gdzie ostał stary modrzewiowy dworzec, to go przerabiano i odnawiano tak, że zatracał charakter dawniejszy, malowniczy. Burzono stare spichlerze, które zdobiły podwórza swemi gankami i piętrowymi nieraz poddaszami. Mało już gdzie ocalał stary lamus, wyrzucono gołębniki, wygubiono pawie, które razem z gołębiami wiernymi były domownikami dworów szlacheckich. Stare sady o rozłożystych jabłoniach i gruszach, aleje lipowe, kasztanowe, a gdzieniegdzie labirynty grabowe, ustępowały miejsca ogrodom angielskim, które coraz ozdobniejsze pojawiały się w okolicy.

(M. A. Wybranowski, Silva Rerum. Ze starych wspomnień, s. 106)

Na mapie katastralnej Wadowic z 1845 roku możemy dostrzec, że za budynkiem dworu zaznaczono nie mały obszar ogrodowy o nieregularnym kształcie, rozciągający się w kierunku południowo-zachodnim. Zaznaczono nieregularne ścieżki, drzewa, ale i geometryczny w formie przypuszczalnie żywopłot, co może świadczyć o łączeniu stylów lub zamiłowaniu właścicieli do tradycji. Niewątpliwym atutem ogrodu był widok rozpościerający się w kierunku pól i Beskidów, stanowiących naturalne tło dla różnorodnych roślin, krzewów, kwiatów oraz drobnej architektury ogrodowej.

Niestety nie przetrwał on do dzisiaj, nawet nie zachował się w formie szczątkowej. Jedynie stara, licząca sobie co najmniej 250 lat lipa z dawnego dworskiego parku pamiętać może jeszcze czasy jego świetności…

(JP-B, MW)

Opisy do ilustracji:

  1. Dwór Krobickich w dwudziestoleciu międzywojennym.
  2. W latach 60.  XX wieku  tereny podworskie między ulicami dr. J. Putka i Polną przeznaczono na bazę magazynową PZGS.
  3. Do lat 70. XX wieku w dawnym dworze znajdowały się biura Gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska w Wadowicach.
  4. Od 1978 roku w dawnym dworze Krobickich działa restauracja „Dworek Mikołaj”.

Bibliografia:

Archiwa

Powiatowy Ośrodek Dokumentacji Geodezyjnej i Kartograficznej w Wadowicach

Mapa katastralna:

Stadt Wadowice samt der einverlebten Gemeinde Mikołaj in Galizien Wadowicer Kreis, 1845

Strony internetowe

dworymalopolski.pl

ipsb.nina.gov.pl

Literatura

Andrzeja Komonieckiego Dziejopis Żywiecki, t. 1  (Do roku 1704), wyd. S. Szczotka, Żywiec 1937.

Gajczak R.A., Wadowice. Miasto rodzinne Jana Pawła II, Warszawa 1986.

Gloger Z., Budownictwo drzewne i wyroby z drzewa w dawnej Polsce, Warszawa 1907.

Graff T., Marcin Campius Wadowita (ok. 1567-1641). Duchowny i profesor Uniwersytetu Krakowskiego, Kraków 2018.

Graff T., Uposażenie altarii św. Anny przy kościele farnym w Wadowicach w świetle fundacji Mikołaja Komorowskiego z 1621 r., „Wadoviana. Przegląd historyczno-kulturalny”, nr 7, 2002, s. 94-99.

Józef Jura. Wadowicki rzeźbiarz i portrecista, red. J. Pytlowska-Bajak, M. Witkowski, Wadowice 2016.

Kadłuczka A., Architektura i budownictwo Wadowic, w: Zin W., Kadłuczka A., Kuśnierz K., Wadowice miasto Jana Pawła II, Kraków 1997, s. 57-92.

Koźbiał K., Wadowice na tle osad starostwa zatorskiego. Zarys dziejów do 1772 roku, Wadoviana. Przegląd historyczno-kulturalny”, nr 3, 1999, s. 34-50.

Łoziński W., Życie polskie w dawnych wiekach, Lwów 1931.

Meus K., Nowakowski A., Jaroszowice. Historia – parafia – szkoła. W 700. rocznicę Jaroszowic (1312-2012), Rzeszów 2013.

Meus K., Wadowice 1772-1914. Studium przypadku miasta galicyjskiego, Kraków 2013.

Porębski M., Budownictwo obronne i rezydencjonalne powiatu wadowickiego, Kalwaria Zebrzydowska 2009.

Putek J., O zbójnickich zamkach, heretyckich zborach i oświęcimskiej Jerozolimie. Szkice z dziejów pogranicza śląsko-polskiego, Kraków 1938.

Studnicki G., Kto był kim w Wadowicach?, Wadowice 2004.

Wójcicki K.W., Zarysy domowe, t. I, Warszawa 1842.

Wybranowski M.A., Ongi w dworach i dworkach szlacheckich, Warszawa 1901.

Wybranowski M.A., Silva Rerum. Ze starych wspomnień, Lwów 1887.

Wadowickie Centrum Kultury © 2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Polityka prywatności

Wadowickie Środowisko Artystyczne 2020

Dziękujemy za przesłane zgłoszenie.

Po jego sprawdzeniu skontaktujemy się z Państwem

Skip to content