Wspomnienie o Emilu Zegadłowiczu

Wspomnienie o Emilu Zegadłowiczu

76 lat temu w sosnowieckim szpitalu zmarł Emil Zegadłowicz, pisarz, poeta, mecenas sztuki, autor „Powsinóg beskidzkich”, „Zmór” i „Motorów”. W rocznicę jego śmierci warto przypomnieć tą wyjątkową postać – człowieka, który nie tylko za swego życia budził skrajne emocje.

Emil Erwin Zegadłowicz urodził się 20 lipca 1888 r. w Białej Krakowskiej. Jego ojcem był Tytus Seweryn Karol Zegadłowicz (1822-1899), diakon kościoła greckokatolickiego, profesor wadowickiego ck gimnazjum i honorowy obywatel miasta oraz pochodząca z Czech Elżbieta Kaiszar (1855-1905). W 1873 r. Tytus nabył od Eleonory Czerniczkowej stary, klasycystyczny dwór w Gorzeniu Górnym wraz z przyległymi do niego dobrami. Gorzeński „Murowaniec” stał się miejscem, w którym młody Emil spędził szczęśliwe dzieciństwo u boku kochającego, sędziwego ojca (kiedy urodził się autor „Zmór” Tytus miał 66 lat). Matka mieszkała w Wadowicach i rzadko odwiedzała Gorzeń. Te, dość skomplikowane relacje rodzinne, znalazły później swój wydźwięk w cyklu „Żywot Mikołaja Srebrempisanego”.

W 1906 r. Emil ukończył wadowickie gimnazjum i rozpoczął studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wkrótce zmienił kierunek na germanistykę i historię sztuki, ale ostatecznie studiów nie ukończył. Z perfekcyjną znajomością języka niemieckiego, mimo braku absolutorium, studiował na uczelniach zagranicznych w Dreźnie, Wiedniu, Berlinie i Lipsku. W tym okresie powstał pierwszy utwór poety – wspólnie z Wacławem Orłowskim i Władysławem Toporem Zabiełło Zegadłowicz wydał tom wierszy „Tententy” (1908 r.).

Przed wybuchem Wielkiej Wojny Emil pracował jako nauczyciel w pallotyńskim „Collegium Marianum” na Kopcu. W 1915 r. został powołany do armii austriackiej. Przez niespełna rok służył w jednostce wojskowej w Wagstadt na Morawach.

W lipcu 1915 r. Emil ożenił się z Marią Olimpią, córką wadowickiego farmaceuty Seweryna Kurowskiego i wnuczką znanego lekarza dr. Antoniego Zapałowicza. W rok później urodziła się pierwsza córka Zegadłowiczów – Elżbieta (Halszka) (1916-1966), a w 1920 r. Atessa (1920-2013).

Po wojnie pisarz nawiązał współpracę z poznańskim dwutygodnikiem „Zdrój”, a z redaktorem naczelnym pisma, świetnym grafikiem Jerzym Hulewiczem, połączyła go długoletnia przyjaźń. Na łamach „Zdroju” ukazały się dwa poematy Zegadłowicza – „Odejście Ralfa Moora”(1919 r.) oraz „U dnia, którego nie znam, stoję bram” (1921 r.).  W 1919 r. poeta wyjechał do Warszawy gdzie przez kilka lat pracował na kilku stanowiskach w Ministerstwie Sztuki i Kultury. W stolicy wydawał czasopismo „Ponowa” współpracując z grupą literacką „Gospoda Poetów”.

Na przełomie maja i czerwca 1921 r. Emil Zegadłowicz, Edward Kozikowski i Jan Nepomucen Miller założyli grupę literacką „Czartak. Zbór poetów w Beskidzie”, do której wkrótce dołączyli m.in. Janina Brzostowska (Dorozińska) i Tadeusz Szantroch. Grupa wydawała własny miesięcznik literacko-artystyczny „Czartak” drukowany w wadowickiej oficynie Franciszka Foltina.

W latach 20. w Gorzeniu autor pisał wiersze, ballady i poematy inspirowane Beskidem, otaczającą przyrodą i ludowością. To wtedy powstały „Powsinogi beskidzkie”, „Kolędziołki beskidzkie” i „Dom jałowcowy”. W 1923 r. Zegadłowicz poznał gorzeńskiego świątkarza Jędrzeja Wowrę, który dla pisarza stał się artystyczną inspiracją dla „Ballady o Wowrze, powsinodze beskidzkim świątkarzu, o Bogu prawdziwym i Chrystusie frasobliwym rzeźbiącym patrona Beskidu”. Przyjaźń z niepiśmiennym twórcą frasobliwych Chrystusów to także początek wielkiej pasji właściciela „Murowańca” – kolekcjonerstwa. W swoim dworze Emil zaczął gromadzić dzieła Wowry, stając się wkrótce mecenasem wielu wadowickich artystów, których do Gorzenia przyciągała wyjątkowa osoba gospodarza. W kolekcji pisarza znalazły się prace Wincentego Bałysa, Franciszka Suknarowskiego czy Józefa Jury. Przez kolejne lata pokoje gorzeńskiego dworu wzbogaciły się o dzieła Ludwika Misky'ego, grafiki Jerzego Hulewicza, rysunki Stefana Żechowskiego, prace Leona Wyczółkowskiego, Zbigniewa Pronaszki, Józefa Mehoffera i Vlastimila Hoffmana.

Zegadłowicz zadebiutował także jako dramaturg. „Lampkę oliwną” (1924 r.) na deskach Teatru Słowackiego w Krakowie wystawiła Stanisława Wysocka, wielka muza i miłość poety. Kolejne dramaty – „Alcesta”, „Głaz graniczny”, „Betsaba”, „Wigilie” i „Nawiedzeni” – wystawiano w Krakowie, Warszawie, Poznaniu i Wilnie.

Od 1927 r. Emil Zegadłowicz znów wyjechał „za chlebem” z rodzinnego Gorzenia. Kilka lat pracował w Poznaniu, najpierw jako kierownik Teatru Polskiego a następnie kierownik Poznańskiego Radia. Redagował także czasopisma „Tęcza” i „Świat kulis”. W stolicy Wielkopolski powstały pierwsze jego powieści – „Godzina przed jutrznią” (1927 r.), pierwsza część autobiograficznego cyklu „Żywot Mikołaja Srebrempisanego” a następnie kolejne jego tomy: „Spod młyńskich kamieni” i „Cień nad falami”. W 1929 r. ukazało się „Dziesięć ballad o powsinogach beskidzkich”. Dzieło nie tylko wybitne artystycznie i graficznie (drzeworyty Zbigniewa Pronaszki) ale i pierwsza w polskiej typografii książka złożona polską czcionką, tzw. antykwą Jeżyńskiego. Związki z tygodnikiem „Od A do Z”, propagującym ideę pansłowiańskiej wspólnoty kulturowej i zainteresowanie literaturą rumuńską przyniosły kolejny tom poezji – „Tematy rumuńskie”. Za popularyzację kultury i literatury rumuńskiej Zegadłowicz otrzymał od króla Karola II order „Meritul Cultural”.

W 1933 r. przypadało 25-lecie pracy twórczej artysty, którego wkład w polską literaturę i w uznaniu zasług na rzecz Wadowic władze miasta uczciły w sposób szczególny. Emil Zegadłowicz otrzymał honorowe obywatelstwo, część ulicy Tatrzańskiej w kierunku Gorzenia nazwano jego imieniem, podobnie jak odnowioną świetlicę w gimnazjum wadowickim, którą dodatkowo ozdobiło popiersie poety dłuta Wincentego Bałysa. W czerwcu 1933 r. przed gorzeńskim dworem uczniowie gimnazjum wystawili „Sobótkę” Kochanowskiego w oprawie muzycznej prof. Józefa Titza.

Czas honorów czynionych Zegadłowiczowi minął wraz z ukazaniem się w sierpniu 1935 r. powieści „Zmory. Kronika z zamierzchłej przeszłości”. Pisarz wywołał nią nie tylko skandal obyczajowy, ale i liczne dyskusje i polemiki wśród pisarzy i krytyków. Dla jednych był to perfekcyjnie odmalowany obraz małomiasteczkowej społeczności „Wołkowic”, obnażający bigoterię i moralne zakłamanie. Dla innych powieść dowodziła jedynie egocentryzmu autora będącego alter ego bohatera – Mikołaja „Mika” Srebrempisanego. O ciężarze gatunkowym „Zmór” i kontrowersjach jakie wywołały świadczy fakt, że drugie wydanie powieści zostało skonfiskowane. Najwięcej emocji książka Zegadłowicza wywołała oczywiście w Wadowicach, czyli powieściowych „Wołkowicach”. Emocje budził sposób przedstawienia gimnazjum na przełomie XIX i XX w. Na kartach „Zmór” łatwo rozpoznawano konkretne osoby czy wydarzenia z lat szkolnych autora. Władze Wadowic odebrały pisarzowi honorowe obywatelstwo i przywróciły nazwę ulicy Tatrzańskiej. Z inicjatywy ks. dr. Edwarda Zachera odebrano mu także patronat nad gimnazjalną świetlicą i usunięto z niej jego popiersie.

Zegadłowicz łamał zaś kolejne obyczajowe konwenanse – jeszcze 1935 r. ukazały się erotyki pt. „Wrzosy” a w listopadzie 1937 r. „Motory”, kolejna powieść, która wywołała skandal obyczajowy. Oburzano się na pełne erotyzmu grafiki Stefana Żechowskiego i Mariana Ruzamskiego oraz język gorzeńskiego pisarza, który nazwano wprost „pornografią słowną”. Cały nakład został natychmiast skonfiskowany.

Po wybuch wojny, mimo postępującej choroby nowotworowej, Zegadłowicz powrócił do twórczości dramatycznej. Powstały wówczas dramaty „Sind Sie Jude?”, opisujący tragedię polskich Żydów, „Domek z kart”, obrazujący upadek II Rzeczypospolitej oraz niezachowany dramat „Wasz korespondent donosi”. Pisarz próbował też kontynuować cykl autobiograficzny „Żywot Mikołaja Srebrempisanego”, którego kolejną odsłoną miała być powieść „Wojna”, ale śmierć przerwała te starania.

Ostatnie miesiące życia schorowany Emil Zegadłowicz spędził głównie w śląskich szpitalach. Zmarł 24 lutego 1941 r. w szpitalu w Sosnowcu. Trzy dni później został pochowany na cmentarzu małobądzkim parafii św. Tomasza w Będzinie.

W styczniu 1946 r. przywrócono ulicę jego imienia (dotychczasową Tatrzańską) a w 1966 r., w stulecie istnienia wadowickiego gimnazjum – wówczas już Liceum Ogólnokształcącego – twórca „Powsinóg beskidzkich” został patronem szkoły. Inicjatorem nadania szkole nowego imienia był jej ówczesny dyrektor Kazimierz Foryś, przed wojną związany z pisarzem, m.in. poprzez współredagowanie czasopisma „Wieś”. Decyzję podjęła Podstawowa Organizacja Partyjna PZPR, podkreślając lewicowe poglądy Zegadłowicza. Obok szkoły stanęło popiersie poety dłuta Franciszka Suknarowskiego, które odsłonięto w październiku 1968 r. Patronat nie trwał jednak długo i Zegadłowicz znów, tym razem definitywnie, opuścił liceum. W 1981 r. komunistyczne władze, realizując jeden z postulatów wadowickiej „Solidarności”, podjęły decyzję o przywróceniu szkole imienia Marcina Wadowity.

Zegadłowicz umierał z dala od domu, ukochanego Gorzenia i Beskidu. Jego jedyną towarzyszką w ostatnich tygodniach i dniach życia była Maria Koszyc-Szołajska, która zanotowała jego ostatnie słowa będące kwintesencją jego życia i twórczości: Mnie spalić i proch zamurować w skałach i napisać, ten, który chciał wszystko kochać i nie zawsze potrafił.